Co się wydarzyło
We wrześniu 1591 roku zamożny wrocławski szewc odebrał sobie życie. Rodzina, by uniknąć hańby i zapewnić mu chrześcijański pochówek, ukryła przyczynę śmierci i ogłosiła, że zmarł na udar. Wkrótce w mieście zaczęto mówić, że zmarły wraca: nocami miał hałasować w domach, pojawiać się mieszkańcom, przygniatać śpiących, a nawet zostawiać na ich ciałach siniaki. Gdy prawda o samobójstwie wyszła na jaw, rada miejska zarządziła ekshumację. Według relacji ciało po siedmiu miesiącach było nienaruszone i giętkie, a skóra napięta „jak bęben”. Zwłoki pochowano pod szubienicą, ale nawiedzenia nie ustały. Wiosną 1592 roku ciało wykopano ponownie, poćwiartowano, spalono, a popiół wrzucono do rzeki. Wtedy podobno nastał spokój.
Świadkowie
Mieszkańcy Wrocławia i rada miejska; historię spisali współcześni, a w 1653 roku przytoczył ją angielski filozof Henry More w „An Antidote Against Atheism”.
Wyjaśnienia i hipotezy
Historia wrocławskiego szewca to jedna z najwcześniejszych szczegółowych relacji o „upiorze” w Europie Środkowej. Pokazuje typowy schemat: śmierć „zła” (samobójstwo), ukrycie grzechu, zbiorowy lęk, ekshumacja i „dowody” w postaci nierozłożonego ciała – dziś tłumaczone naturalnym przebiegiem rozkładu w chłodnej ziemi. Nocne „ataki” przypominają opisy paraliżu przysennego. Szczegóły i daty różnią się w zależności od przekazu.
Wyjaśnione Zjawisko ma szeroko przyjęte, przyziemne wyjaśnienie.