Co się wydarzyło
Legenda o Latającym Holendrze – statku, który za bluźnierstwo kapitana musi do końca świata krążyć po morzach, nie mogąc zawinąć do portu – pojawia się w druku pod koniec XVIII wieku, a w 1821 roku zyskała imię kapitana Vanderdeckena i scenerię Przylądka Dobrej Nadziei. Jej najsłynniejsze „potwierdzenie” pochodzi z 1881 roku. Synowie przyszłego Edwarda VII, książęta Albert Wiktor i Jerzy, odbywali rejs dookoła świata w eskadrze z korwetą HMS Bacchante. 11 lipca 1881 roku, gdy okręty płynęły wzdłuż wybrzeży Australii, w dzienniku zapisano: „O 4 rano Latający Holender przeciął nam kurs”. Widziano dziwne czerwone światło, jakby od statku-widma, z wyraźnie widocznymi masztami i żaglami. Zjawisko miało zobaczyć 13 osób, ale wysłany na dziób kadet nie dostrzegł już żadnego statku. Kilka godzin później marynarz, który pierwszy zgłosił zjawę, spadł z masztu i zginął.
Świadkowie
Według dziennika 13 osób, w tym oficer wachtowy i kadet; zapis pochodzi z dzienników książąt Alberta Wiktora i Jerzego (przyszłego Jerzego V), wydanych w 1886 roku jako „The Cruise of HMS Bacchante”.
Wyjaśnienia i hipotezy
Nie wiadomo nawet, który z braci napisał ten fragment – dziennik został zredagowany przez ich wychowawcę Johna Neale'a Daltona przed publikacją, a według niektórych źródeł książęta płynęli wtedy na pokładzie innego okrętu eskadry, HMS Inconstant. Badacze zjawisk optycznych wskazują na fatamorganę – odbicie światła i sylwetki odległego statku w warstwach powietrza o różnej temperaturze, typowe dla wód o zimnych prądach. Śmierć marynarza była tragicznym, ale zwyczajnym na żaglowcach wypadkiem, którą przesądni marynarze połączyli ze złą wróżbą.
Niewyjaśnione Nie ma przekonującego wyjaśnienia.
Źródła
Więcej: Wikipedia (pl) Wikipedia (en)